O artyście

Sejm, 1991: pierwsza wystawa indywidualna

Iwan Kulik
3 min czytania
Fragment obrazu Iwana Kulika: szachista w zbliżeniu
Spis treści

Przyjechałem do Polski w 1990 roku. Pierwsza wystawa indywidualna odbyła się rok później, w gmachu Sejmu.

Brzmi to mocniej, niż wyglądało. Opowiem, jak było naprawdę.

Kontekst

Rok 1991 w Polsce to moment, w którym wszystko było jeszcze nierozstrzygnięte. Pierwsze wolne wybory prezydenckie odbyły się kilka miesięcy wcześniej. Gospodarka przechodziła terapię szokową. Instytucje działały według reguł, które dopiero się kształtowały.

W takich okresach zdarzają się rzeczy, niemożliwe ani wcześniej, ani później. Wystawa malarza, który przyjechał rok temu i nie miał w tym kraju żadnego dorobku, w gmachu parlamentu — jedna z nich.

Dzisiaj taka wystawa wymagałaby procedur, komisji i uzgodnień na miesiące. Wtedy wystarczyło, żeby ktoś zobaczył prace i uznał, że warto.

Jak do tego doszło

Bez planu i bez znajomości.

Przywiozłem z Ukrainy część prac — tyle, ile mieściło się w samochodzie. Pokazywałem je wszędzie, gdzie się dało: w prywatnych mieszkaniach, w redakcjach, ludziom, którzy z kolei pokazywali je dalej.

Ktoś z tego łańcucha miał związek z Sejmem. Prace obejrzano, decyzja zapadła szybko.

Nie było kuratora, katalogu ani wernisażu w dzisiejszym rozumieniu. Były płótna na ścianach w budynku, przez który codziennie przechodziły setki ludzi.

Co pokazywałem

Prace przywiezione z Ukrainy i namalowane w pierwszym roku w Polsce.

Cykli w dzisiejszym sensie jeszcze nie było — one uformowały się później. Były pojedyncze płótna, w których zaczynały się rzeczy, do których wracam do dziś: figury przy stole, asymetria, ktoś, kto siedzi, i ktoś, kto stoi obok.

Stańczyk wtedy jeszcze się nie pojawił. Przyszedł w ciągu kilku następnych lat, gdy zacząłem rozumieć, gdzie jestem.

Co to zmieniło

Nie sprzedaż i nie zamówienia — tego nie było.

Zmieniło coś prostszego: przestałem być człowiekiem, który dopiero przyjechał. Po wystawie w Sejmie zaczęto mnie zapraszać do rozmów, pokazywać prace innym, wprowadzać w środowisko. Potem były Warszawa, Łódź, Sopot, Wiedeń — ale pierwsze drzwi otworzyły się wtedy.

Dla malarza z zewnątrz, bez języka i bez kontaktów, to jest różnica między pracowaniem w próżni a pracowaniem w kraju.

Dlaczego to wciąż ma znaczenie

Trzydzieści pięć lat później ta wystawa nadal stoi w każdym biogramie, i nie z powodu prestiżu adresu.

Ma znaczenie dlatego, że zaznacza punkt: od tego momentu zacząłem być malarzem w Polsce, a nie malarzem, który do Polski przyjechał. Wszystko, co powstało potem — pięć cykli, cztery tysiące płócien, wydania książkowe, kolekcje prywatne — liczy się od tej daty.

I jeszcze jedno. Sejm to miejsce, gdzie zapadają decyzje za innych. Cykl „Krytyka władzy”, nad którym pracuję do dziś, zaczął się nie tam i nie wtedy — ale to, że pierwsze płótna wisiały właśnie w tym budynku, wygląda dziś na coś więcej niż zbieg okoliczności.

Częste pytania

Czy zachowały się prace z tamtej wystawy?

Część tak, w kolekcjach prywatnych. Część rozeszła się w latach dziewięćdziesiątych bez dokumentacji — wtedy nikt nie prowadził katalogu, i to jeden z powodów, dla których teraz każda praca ma numer i certyfikat.

Czy była to pierwsza wystawa w ogóle?

Pierwsza indywidualna. Wcześniej, jeszcze na Ukrainie, brałem udział w wystawach zbiorowych po ukończeniu studiów w Charkowie.

Gdzie były kolejne wystawy?

Warszawa, Łódź, Sopot, Wiedeń. Cztery miasta z wystawami indywidualnymi przez trzydzieści pięć lat.

Czy można zobaczyć prace z wczesnego okresu?

Prace z lat dziewięćdziesiątych sporadycznie pojawiają się na rynku wtórnym. W pracowni są nowsze — katalog dostępnych prac jest na stronie.


Prace z pracowni można zobaczyć w Warszawie po wcześniejszym umówieniu. Katalog z cenami — na stronie.