Cykle

Mistrz i Małgorzata: siedemset płócien jednej powieści

Iwan Kulik
4 min czytania
Fragment obrazu Iwana Kulika: ryba i kot w ciemnym wnętrzu
Spis treści

Są książki, które się czyta i odkłada. I są takie, z których się nie wychodzi. „Mistrz i Małgorzata” okazał się dla mnie tym drugim przypadkiem: pierwsza praca do powieści powstała na początku lat dwutysięcznych, a od tego czasu cykl liczy około siedmiuset płócien i arkuszy.

To nie są ilustracje w zwykłym sensie — nie obrazki do tekstu. To raczej równoległa opowieść: to, co powstaje, gdy powieść długo żyje w głowie i zaczyna domagać się formy.

Dlaczego akurat ta powieść

Bułhakow jest tak skonstruowany, że trudno go czytać linearnie. W powieści są trzy warstwy czasowe — współczesna Moskwa, starożytne Jeruszalaim i pozaczasowy świat Wolanda — i one nie tyle następują po sobie, co przenikają się nawzajem. Malarstwo radzi sobie z tym łatwiej niż tekst: na płótnie trzy plany mogą istnieć jednocześnie, a widz sam decyduje, gdzie spojrzeć najpierw.

Jest też powód osobisty. Urodziłem się na Czerkaszczyźnie, nad Dnieprem — tą samą rzeką, z którą Bułhakow był związany całe życie. To niczego nie tłumaczy racjonalnie, ale od czegoś przecież zaczyna się pokrewieństwo z tekstem.

Jak rozpoznać bohaterów

Przez dwadzieścia lat cykl wypracował własny system znaków. Czytelnik, który ogląda prace po raz pierwszy, nie zawsze od razu rozumie, kogo widzi — stąd kilka wskazówek.

Woland — różne oczy. Jedno ciemne, drugie jasne, tak jak w powieści. Czasem przy nim szpada i kapelusz z piórem, czasem nie, ale oczy zostają zawsze.

Małgorzata — żółte kwiaty. Pojawiają się już w scenie poznania z Mistrzem i zostają jej atrybutem przez cały cykl.

Behemot — kot zachowujący się jak człowiek: stoi na tylnych łapach, trzyma przedmioty, patrzy w oczy. W kilku pracach z prymusem w jednej łapie i kurzym udkiem w drugiej.

Jeszua — związane ręce. Minimum atrybutów, maksimum ciszy w postawie.

Poncjusz Piłat — zawsze w półobrocie, z cieniem na połowie twarzy. Migrena, na którą cierpi w powieści, rozwiązana jest światłem.

Dziewięćdziesiąt prac w polskim wydaniu

W 2010 roku polski wydawca przygotowywał nowe wydanie powieści i szukał ilustracji. Z cyklu wybrano dziewięćdziesiąt prac. Książka ukazała się i była wznawiana dwukrotnie.

Dla mnie był to ważny moment: malarstwo, które powstało z prywatnej lektury, wróciło do tekstu i stało się jego częścią. Koło się zamknęło.

Ciekawe, że w Rosji powieść z tymi pracami nigdy nie wyszła, choć przez dwadzieścia lat powstało ponad tysiąc ilustracji.

Poncjusz Piłat w czasopiśmie medycznym

W 2006 roku wydarzyło się coś, czego nie mogłem przewidzieć. Czasopismo naukowe The Lancet — jedno z najstarszych i najbardziej cenionych pism medycznych na świecie — opublikowało artykuł o hemikranii, odmianie migreny. Ilustracją do niego stał się mój portret Poncjusza Piłata.

Logika redakcji jest zrozumiała: w powieści Piłat cierpi na „nieznośny, niezwyciężony” ból głowy, który Bułhakow opisuje z kliniczną precyzją. Medycy rozpoznali w tym opis konkretnego stanu — a w malarstwie zobaczyli to, jak ten stan wygląda z zewnątrz.

Technika: olej i gwasz

Cykl istnieje w dwóch materiałach, i działają one inaczej.

Olej na płótnie — do dużych kompozycji, gdzie liczy się głębia i faktura. Olej pozwala budować warstwę, wracać do pracy po tygodniach, osiągać to świecenie, które daje tylko malarstwo wielowarstwowe. Takie prace powstają miesiącami.

Gwasz na papierze i kartonie — do rzeczy szybszych, ostrzejszych. Gwasz nie wybacza poprawek i wymaga decyzji od razu. Jest w nim więcej graficznej ostrości, i to właśnie arkusze gwaszowe w większości trafiły do wydania książkowego.

Czy cykl jest zamknięty

Nie. Powieść się nie wyczerpuje — za każdym powrotem znajduje się scena, która wcześniej nie wychodziła, albo postać, w której odkrywa się coś nowego.

Równolegle istnieją inne cykle: „Don Kichot” według Cervantesa, „Folwark zwierzęcy” według Orwella, osobna linia ze Stańczykiem — nadwornym błaznem, jedynym, któremu wolno powiedzieć królowi prawdę w twarz. Przenikają się nawzajem: wszędzie chodzi o to, jak człowiek zachowuje się wobec władzy, absurdu i nieuchronności.

Częste pytania

Czy można kupić pracę z cyklu?

Tak. Część płócien pozostaje w pracowni i jest dostępna do zakupu. Prace, które trafiły do kolekcji prywatnych, mają odpowiedni status.

Czy są printy i reprodukcje?

Cykl istnieje w oryginałach. Reprodukcji drukowanych nie wydaję — faktura olejna w druku znika, a bez niej praca traci połowę sensu.

Ile kosztuje praca z cyklu?

Zależy od rozmiaru i techniki. Płótna olejne dużego formatu — od kilku tysięcy euro, arkusze gwaszowe są istotnie tańsze. Dokładną cenę konkretnej pracy można poznać na zapytanie.

Gdzie można zobaczyć prace na żywo?

W pracowni w Warszawie, po wcześniejszym umówieniu. Część prac była pokazywana na wystawach indywidualnych w Warszawie, Łodzi, Sopocie i Wiedniu.


Jeśli interesuje Cię konkretna praca z cyklu albo chcesz zobaczyć płótna w pracowni — napisz. Odpowiem w ciągu dnia.